sobota, 22 października 2016

Stone Cold.



      Widziałam się wczoraj z E. Sprawa z E. jest dosyć skomplikowana i ciężka do opisania. Nie przyjaźnimy się, jesteśmy koleżankami (od jakichś 6 lat). Pewnie normalni ludzie nazywaliby to przyjaźnią, ale ja do normalnych nie należę i w przyjaźń nie wierzę, ale to temat na osobny post. Tak czy siak, wracając do tematu. Do spotkania byłam strasznie negatywnie nastawiona. Przez ostatnie dwa dni kompletnie nie miałam humoru i chęci na nic. Przemogłam się i ruszyłam dupę na miasto. Ogólnie było fajnie, nie żałuję, że poszłam. Jednakże zauważyłam coś, co nie daje mi spokoju.
E. jest osobą stosunkowo otwartą, uśmiechniętą i lubi mnie przytulać, zwłaszcza po alkoholu. Cenie sobie moją własną przestrzeń i nie lubię jak ktoś mi się w nią wjebie z buciorami. Przytulała mnie śmiała się i w ogóle, a ja jedyne co czułam, to zirytowanie. Ponieważ zabierała mi moją przestrzeń. Czuję się jak typowa suka.. w dodatku bez uczuć. Mówiłam jej już milion razy, że nie lubię jak ktoś mnie przytula, za każdym razem jej to chyba umyka. Tym razem się nie odezwałam.
  Lubię się przytulać, ale wtedy, kiedy ja mam na to ochotę. Królowa Lodu, bo to najlepsze porównanie jakie przychodzi mi na myśl. Ludzie potrzebują kontaktu fizycznego z innymi. Tak po prostu jest. Ja jestem wyjątkiem chyba, bo tego kontaktu potrzebuje naprawdę mało. Zazwyczaj jak jest mi smutno, to wtedy jestem wdzięczna za obecność drugiej osoby,
  Dodam jeszcze tak kompletnie #offtopic, że ja też rozlałam całą chęć do życia. Wszystko znowu się na siebie nakłada i zaczyna mnie przytłaczać.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka