Należę do osób, które nie obnoszą się ze swoimi uczuciami. Nie dla wygody czy, bo tak.. Według mnie uczucia są w sumie jedyną rzeczą, która zostaje dla mnie. Wszystko inne dzielę z ludzmi, a uczucia? Zamykam je, staram się ich nie okazywać, traktuję jak mój i tylko mój skarb. Zauważyłam, że ludziom to przeszkadza. Nie lubią żyć w niepewności, próba rozgryzania i domyślania się, jest po prostu bez sensu.
Nie pamiętam, kiedy powiedziałam rodzicom, że ich kocham. Za to pamiętam, kiedy odczuwałam tak potężną pustkę, że się rozpłakałam bez powodu. Czuję tę pustkę dosyć często, tak często, że wydaje mi się, że jest najzwyczajniej cząstką mnie. Nie uważam, że coś jest ze mną nie tak. Kto powiedział, że ludzie muszą wymiotować na prawo i na lewo uczuciami? Kto ustalił, że każdy musi obnosić się z uczuciami, uzewnętrzniać. Brzmi to jak problem z zaufaniem, prawda? Nie mam problemu z zaufaniem, wręcz przeciwnie- ufam za bardzo. Nie lubię jak inni wymagają ode mnie, że będę kimś, kim nie jestem, że się zmienię. Lubie siebie! Może czasami, niektóre uczucia mnie przerastają, ale chyba się przyzwyczaiłam. A co do słowa "kocham".. Stało się niedoceniane i przeciętne. Ludzie używają go na potęgę. Kiedyś znaczyło o wiele więcej niż dzisiaj, kiedyś używano go rozsądnie. Kocham jeść, kocham spać, kocham biegać, kocham koty.. Litości. To słowo znaczy naprawdę dużo, więc czemu jest tak nadużywane? Smutne.
Ostatnio dotarło mnie mnie, że straciłam pewną cząstkę siebie.. Zaczęłam się przejmować. Mogę zwalić to na napięcie przedmiesiączkowe i po miesiączkowe (trzeba mieć jakąś wymówkę, nie?), ale to chyba bez sensu. Widzę to na przykładzie W. Nie lubię jak jest na mnie zły, ostatnio go zwyzywałam i przepraszałam, jak głupia. To takie do mnie nie podobne.. Ech, chyba w końcu dorastam.. i robię się miękką pipą.
Zostawiłam wszystkie obowiązki na niedzielę, więc za kilka godzin będę płakała, że nie dam rady.
Pozdrawiam serdecznie.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz