piątek, 4 listopada 2016
A hard beginning makes a good ending?
Zacznijmy od tego, że jestem kompletną porażką jeżeli w grę wchodzi coś takiego, jak motywacja, silna wola, zaparcie się. Wszystko za co się wezmę kończy się niepowodzeniem. Zaczynając od spraw błahych, kończąc na tych ważnych. Nie wiem, skąd to się u mnie wzięło. Mama mówi, że jako dziecko robiłam wszystko na czas, przykładałam się etc. Więc skoro jak dziecko byłam do tego zdolna, coś po drodze się popsuło. Kilka razy w roku próbuje to zmienić, jak już wspomniałam, kiepsko mi to wychodzi. Ale.. No właśnie, ale! "Próbowanie to synonim życia. Nie próbujesz, nie żyjesz." Tak wyszło, że znowu próbuje żyć. Siedzę i patrzę na książkę, od której jest zależna moja przyszłość. Brzmi śmiesznie, ale niestety to prawda. Jeżeli nie spróbuje, to wiem, że zawale jedną z najważniejszych rzeczy w życiu. Tak, więc ta piękna, nowa (o jeju, jak ona pachnie) książeczka wygląda super zachęcająco! Podejmuje próbę (ryzyko) i mam nadzieje, że tym razem uda mi się coś doprowadzić do końca i to z pozytywnym wynikiem.
Dodatkowo wspomnę, że od miesiąca żyje w taki stresie, że praktycznie nic nie jem. Nie ma szans, żebym zapomniała o egzaminach. Zawsze znajdzie się ktoś bardzo miły, kto mi przypomni. Z tym, że ja o nich pamiętam. Budzę się myśląc o tym, jak bardzo spierdolę sobie życie, jeżeli to zawale. Kładę się do łóżka kompletnie zrezygnowana, bo przecież niczego nie osiągnę. Takie błędne koło, z którego mam zamiar wyjść! Zaczęłam myśleć realnie (nie optymistycznie) i dam z siebie wszystko! Jeżeli mi się nie uda, przynajmniej nie będę miała pretensji do samej siebie, że nie zrobiłam tego czy tamtego. Chwilowo całe moje życie kręci się wokół ostatniego roku..
Subskrybuj:
Komentarze
(
Atom
)